To może dzieje się powoli ale na pewno systematycznie - sieć się mash-upizuje i widgetyzuje (puryści językowi szukają zapałek by podpalić stos) - to znaczy poszczególne aplikacje i ich funkcję są łączone, a wartością tego łączenia jest coś więcej niż suma poszczególnych elementów.
Zaczęło się niewinnie, MySpace pozwolił wklejać kawałki kodu na swoje strony. Okazało się, że na takim wklejaniu można dużo zyskać. MySpace zyskuje nowych użytkowników (bo pozwala wklejać), twórcy wklejek też zyskują nowych użytkowników - z MySpace który pozwala wklejać. Wszyscy są zadowoleni.
Okazuje się, że widget to wybitnie efektywny sposób promowania serwisu. Youtube z całą pewnością czerpie ogromny ruch z tego, że pozwala wklejać swoje wideo na niezależnych stronach. Takie strony jak
Slide czy
Meebo żyją tylko i wyłącznie z widgetów.
Widgety to wartość dla użytkownika, który zyskuje nowe możliwości w obrębie miejsca, które już polubił i już uznał za swoje (blog, myspace itd). No i oczywiście widgety są fajne marketingowo bo to taki teaser możliwości serwisu, który za widgetem stoi. Za granicą już to zrozumiano. U nas też nowe serwisy zaczynają inwestować w widgety.
Ale widget to nie wszystko. Widget to niezależny fragment - fragment oderwany od możliwości oferowanych przez serwisy, które ludzie polubili. Rozjaśniając co mam na myśli - widget to fragment zewnętrznej aplikacji, która owszem wkleja się ale nadal ma charakter właśnie takiej nalepki - łatwo ją zdrapać bo nie wrósł w serwis do którego go wklejamy. Nie wrósł bo nie korzysta z natywnych możliwości serwisu do którego go wklejamy.
Facebook Platform udowadnia, że można bardziej mash-upować sieć. Nie układać mozaiki z wlepek ale traktować widget jako cegiełkę w większej całości.
Taki element - aplikacja - łączy się z natywnym ekosystemem platformy macierzystej. Użytkownik więc zyskuje zwiększoną funkcjonalność plus zachowuje dotychczasowe cechy czy wartości serwisu - w przypadku Facebooka największą jego wartością jest już utworzona, bogata sieć społeczna.
O napisaniu czegoś na kształt
FriendsFeedMe myśleliśmy od jakiegoś czasu ale wiedzieliśmy, że wymóg tworzenia nowej sieci społecznej to za dużo dla użytkownika, który zrobił to już pewnie w trzech innych serwisach, dwóch komunikatorach i w tzw. realu.
Dlatego platforma Facebooka była dla nas odpowiedzią.
Ale okazuje się, że Facebook to nie tylko (ogromna) sieć społeczna. Facebook to także doskonałe narzędzie promocyjne, które o wiele lepiej wspiera promocje widgetów niż ktokolwiek do tej pory.
Nie wiem czy słyszeliście kiedyś skrót SMO. SMO to
Social media optimization czyli optymalizacja strategii promocyjnej w społecznych mediach. I nie chodzi tylko o znany marketing partyzancki czy wirusowy.
Już można poczytać o tym jak promować aplikację (serwis)
z pomocą narzędzi wbudowanych w Facebooka pewnie są lub pojawią się teksty o promocji w Google Maps (dzięki nowej opcji
Mappletów) i będzie tego więcej -w końcu LinkedIn zapowiedział budowe analogicznej do platformy do Facebooka, a Google i Yahoo szykują nowe, podobno super fajne, social networkingi.
Także sprawa jest rozwojowa, warto trzymać rękę na pulsie.