Jakob Nielsen nie lubi Web 2.0
fot. Keka, by-nc-sa
W wywiadzie dla BBC, guru użyteczności porównał narzędzia i serwisy nurtu web 2.0 do Boo.com - flagowego przykładu dotcomowej bańki z lat '90, strony ładnej ale zupełnie nieużytecznej.
Nielsen mówi, że twórcy tzw. serwisów web 2.0 całkowicie zaniedbują rzeczy podstawowe - czyli tworzenie prostych w użyciu stron, dobrych wyszukiwarek, unikania żargonu w tekstach użytych na stronach, oraz zapominają o najważniejszym - o przemyśleniu całości zanim się ją zaprojektuje.
Zamiast tego stawiają na błyszczące ale bezużyteczne detale.
Nielsen (przynajmniej w artykule BBC) mówi ogólnikami, nie precyzuje co konkretnie mu się nie spodobało, nie mówi konkretnie kto popełnia te błędy.
Mówi za to na przykład, że nie wszędzie da się zbudować taką społeczność jak na Facebooku lub MySpace, że istnienie takich społeczności jest silnie uzależnione od specyfiki demograficznej jej członków. Nielsenowi chodzi o to, że MySpace żyje bo zasilany jest nadmiarem wolnego czasu nastolatków.
Jednocześnie Nielsen całkowicie pomija fakt istnienia innych serwisów zasilanych przez społeczność, które działają na innej zasadzie niż MySpace - serwisów które gromadzą użytkowników wokół jakiegoś celu, celu którym niekoniecznie jest zabicie nudy.
Nielsen krytykuje Web 2.0 jako idee współudziału w tworzeniu treści przez dość dziwaczny pryzmat użyteczności tak na prawdę nie mówiąc nic ani odkrywczego ani - niestety - specjalnie sensownego. Jest to krytyka na dużym poziomie ogólności, poziomie, który nie stwierdza nic ani o użyteczności ani tak naprawde nie podważa sensu żadnych "około łebdwazerowych" koncepcji.
Nielsen równie dobrze mógłby powiedzieć, że "nie lubi Web 2.0 bo nie" i zawartość merytoryczna tego twierdzenia byłaby podobna.
Może Pan Nielsen wzorem swoich rad - najpierw przemyśli swoje tezy zanim je wypowie - nie zapominajmy o podstawach :)